Trudna sztuka prowadzenia szkoleń

Wielu maturzystów, którzy nie mają jeszcze jakiejś jasnej wizji tego, co chcieliby robić w swoim życiu, zastanawia się, czy nie studiować po prostu psychologii lub ekonomii, żeby potem po jakichś krótkich studiach podyplomowych móc zająć się prowadzaniem różnych szkoleń. W opinii takich osób, które nie mają z tym biznesem nic wspólnego, znają go tylko ze słyszenia, wydaje się to prostą drogą do zdobycia prestiżu i pieniędzy. Tymczasem to wcale nie jest łatwe zajęcie. Najpierw trzeba wiele lat studiować, a potem odbyć jeszcze studia podyplomowe, które nie są łatwą opcją zdobycia certyfikatu. Żeby zdobyć uprawnienia, należy poprowadzić szkolenia, co jest sporym wyzwaniem. Poza tym, jak każda ciągła praca z ludźmi, prowadzenie szkoleń może powodować wypalenie zawodowe. Nieraz trzeba sobie radzić z grupą ludzi, których na takie szkolenie przymusowo wysłano z pracy, więc nie mają oni zamiaru się angażować. Często grupa nie chce współpracować, więc cała odpowiedzialność spoczywa na trenerze, którzy dwoi się i troi, żeby zainteresować słuchaczy i nakłonić ich do aktywnego udziału w proponowanych ćwiczeniach. Nie jest łatwo zostać szkoleniowcem, a jeszcze trudniej zderzyć oczekiwania wobec zawodu z tym, co zdarza się w rzeczywistości, kiedy człowiek faktycznie ma stanąć przed grupą i szkolić.

Both comments and pings are currently closed.